środa, 8 lipca 2015

Cukrzyca to nie wyrok, to suma nieprzypadków

Cukrzyca to nie wyrok, to suma nieprzypadków, nieprzepracowanych zdarzeń, przenoszonych schematów z pokolenia na pokolenie. To nie nieuleczalna choroba, to symptom.
Mówi: Hej człowieku! sorry, nie daję już rady kompensować Twoich zaniedbań. Obudź się, popracuj nad sobą. To nie kara, jak może myślisz na początku a możliwość rozwoju siebie, samoświadomości itd. (zaznacz właściwe, możliwe więcej niż jedna odpowiedź).
Na początku diagnozy była niezgoda, niedowierzanie, brak akceptacji. Przeogromny ból, życie
w amoku. Nie  było okresu przygotowawczego, przystosowawczego, od razu na głębie oceanu. z dnia na dzień, w sumie z godziny na godzinę zmieniło się wszystko. Nasza beztroska Perełka musiała zaakceptować nowe życie. Należy Jej się order! To Ona z dnia na dzień musiała przestać pić mleko
z mojej piersi. Ostatnie karmienie było po pobieraniu krwi, kiedy po kilku próbach wkłucia się w Jej drobne żyły, udało się nabrać tylko jedną probówkę, a potrzebne było pięć ( badanie powtórzono następnego dnia). Była zmęczona, potwornie głodna ( badania na czczo ), z niską glikemią. Ten płacz był przeszywający, nieukojony. Dałam pierś, choć mi zabraniano,bo wtedy nie można obliczyć dawki insuliny do posiłku, nie wiadomo ile wypiła, jaki aktualnie jest skład tłuszczów, białek, węglowodanów. Glikemia tego dnia była potworna, ale Córeczka czuła się bezpiecznie, przytulona do piersi, której już nie mogła ssać. Ona walczyła z glikemią i acetonem w moczu a ja z zapaleniem piersi z powodu nawału pokarmu. To Ona musiała co kilka godzin podawać skłute paluszki do kolejnego kłucia. To Ona musiała zaprzyjaźnić się z pompą insulinową. Były i są nierozłączne. Nie ma pompy, nie ma Sary. Ciągły balans na granicy śmierci i życia.

Jest dla mnie bohaterem, to Ona powinna czerpać siły ode mnie, a ja wyłam po kątach a Ona biegała po salach z komunikatem " zapraszam na cukry". Była Perełką oddziału, podczas gdy ja nie wiedziałam co się dzieje. Ból, rozpacz, niezgoda. Od zawsze dbałam o Jej zdrowie : świadome żywienie, zero słodyczy, ulubionym przysmakiem do dziś są warzywa, brak przetworzonego jedzenia, unikanie chemii, karmiłam piersią do dnia diagnozy. W swoim dwuletnim wtedy życiu nie było żadnej choroby. Wszystkie czynniki sprzyjające cukrzycy typu 1 były dla nas ujemne. Dlatego była we mnie była niezgoda. Szkolenie na oddziale  dotyczące diety pozostawiało wieeeele do życzenia, jedzenie szpitalne również, dieta małego dziecka była najbardziej cukrogenną dietą jaką można sobie wyobrazić. Wylądowałam u psychologa, pomogło na chwilę. Bo to ja po rozmowie musiałam wrócić do nowej rzeczywistości, która na tamtą chwilę była za trudna.
Za duża odpowiedzialność, za dużo niewiadomych. Lubię przewidywać, być pewna, teraz nie jestem niczego. Z godziny na godzinę wszystko może się zmienić. Kilkudniowe piękne cukry mogą przejść w ciężkie do ogarnięcia hiperglikemie z powodu byle kataru. Obserwuje każdy ruch, każdą kwaśną minę, każdy płacz w poszukiwaniu objawów hipo, hiperglikemi. Jej zmęczenie nie zawsze oznacza zmęczenie, muszę to wiedzieć by właściwie zareagować. Muszę być zawsze czujna, gotowa.
Tu nie ma miejsce na słabości, gorsze dni. Jest wysoko - czuwasz, czy spada, czy musisz zmienić zestaw infuzyjny, wkłucie, insulinę, czy i jakiej wielkości jest korekta. Jest nisko - docukrzasz 
i czekasz, obserwujesz czy nie przesadziłaś. Decyduje o wszystkim, nie ważne czy jestem wycieńczona i nie mam ochoty wstać z łóżka. Trzeba wstać, planować, liczyć, ważyć, czuwać, decydować. Nie ma urlopu, chwil oddechu. Łapię się, gdy na prędkościomierzu widzę 50 km/h, chcę podać glukozę na docukrzanie. Sprawdzam kupy, sprawdzam mocz, liczę każdą zjedzoną borówkę, przeliczam aktywność fizyczną, czytam, szukam 
 i tak od 9 miesięcy. Jest moim bohaterem, bo znosi to wszystko najdzielniej! Sama mierzy cukier, operuje pojęciami, tłumaczy innym, gdy zapytają co nosi na pleckach. " To mój pompiś" - mówi,
a mi łzy cisną się do oczu. Przez to, że jest tak mądrą Kobietką i przez to, że musi, póki co tak funkcjonować.

Ogarnęłam się po kilku tygodniach, wypracowałam swój schemat, przywykłam. Odpuściłam, zaakceptowałam, poczułam przeogromną ulgę, że nie muszę walczyć. Przewartościowałam po raz kolejny wszystko, zgłębiam się w siebie, tą lekcje i staram się ją odrabiać. Wszystkie działania jakie podjęliśmy, były spowodowane szukaniem przyczyn, prawdziwych przyczyn. Nic nie dzieje się przypadkiem. Dokopałam się do kilku odkryć, nadal kopię i sprzątam :)

Do tego czasu podjęliśmy takie działania:
- homeopatia
- badania żywej kropli krwi
- test na nietolerancje pokarmowe
- dieta paleo z jednym źródłem białka na dzień, dieta jest bezzbożowa, rotacyjna i bezglutenowa
- zielone drinki i odkwaszanie organizmu
- odpowiednia suplementacja
- detoksykacja metodą d-ra Jonasza preparatami Joalis
- odpromieniowanie mieszkania
- praca emitorami
- terapia meridianowa i refleksoterapia

Ważną składową tych wszystkich działań jest moja praca nad sobą:
- potęga podświadomości
- medytacja, modlitwa
- biologia totalna i związana z nią psychoterapia i uwalnianie się od schematów


Wszystkie te działania wzajemnie się uzupełniają. Nie jest to lista zamknięta, potrzeby się zmieniają. Zmienia się też zapotrzebowanie na insulinę. zeszliśmy z 14 jednostek na dobę na 3 łącznie 
z bazalną, zmniejszają się też przeliczniki.
Proces trwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz